Tytuł: Od redakcji
Autor: Katarzyna Uczkiewicz
strona 1
- I wczasy dla wszystkich były, i „senatoria” – zwykła wspominać peerelowskie luksusy pani Helena, opiekunka mojej młodszej siostry. Masowe wczasy pracownicze stały się jedną ze sztandarowych zdobyczy PRL, narzędziem komunikacji między władzą a społeczeństwem.
Wczasową stolicą Polski był przez długie dziesięciolecia Karpacz. To tu Wojciech Młynarski w połowie lat sześćdziesiątych napisał słynne „Jesteśmy na wczasach…”, uwieczniając w tekście piosenki jednego z ówczesnych kurortowych uwodzicieli – kaowca pana Waldka, który prowadził dansingi (tzw. „fajfy”) w restauracji „Oaza”. Dolny Śląsk – nieźle zachowaną poniemiecką infrastrukturą oraz licznymi i niezbyt wymagającymi pasmami górskimi, a także uzdrowiskami i zabytkowymi miastami – przyciągał masy pracujące miast i wsi na odgórnie zorganizowany wypoczynek.
Władza zaiste dobrze wiedziała, co czyni, ściśle organizując obywatelom czas wolny. Pozostawieni sami sobie mogli być niebezpieczni. Z czasem obok oficjalnych, pojawiło się coraz więcej nieoficjalnych form spędzania urlopu czy choćby weekendu na łonie natury. Niektóre z nich (np. nudyzm) kwestionowały rygory moralności socjalistycznej. Inne – jak spotkania opozycjonistów w Karkonoszach – stały się katalizatorem obywatelskiego nieposłuszeństwa, które dwadzieścia lat temu nieodwracalnie zmieniło ustrój w krajach naszej części Europy ( a przy okazji także socjalistyczny model wypoczynku).




Powrót do góry