Relacja uczestnika gry fabularnej

26/05/2008

SW w stanie wojennym

Jak wyglądał Wrocław ćwierć wieku temu? Niby to same miejsce, ale inne nazwy, inne urzędy, inny ustrój... Wtedy działała też Solidarność Walcząca. Organizacja dziś często zapominana, której zasługi wielokrotnie umniejszano. Trudno też wytłumaczyć młodemu pokoleniu, co znaczy stan wojenny. Jak opisać słowami to, co czuli opozycjoniści?

SW w stanie wojennym

Jak wyglądał Wrocław ćwierć wieku temu? Niby to same miejsce, ale inne nazwy, inne urzędy, inny ustrój... Wtedy działała też Solidarność Walcząca. Organizacja dziś często zapominana, której zasługi wielokrotnie umniejszano. Trudno też wytłumaczyć młodemu pokoleniu, co znaczy stan wojenny. Jak opisać słowami to, co czuli opozycjoniści?

Uczniowie wrocławskich szkół ponadgimnazjalnych mogli przekonać się o tym na własnej skórze. Na jeden dzień cofnęli się w czasie, by roznosić bibułę, uciekać przed funkcjonariuszami Służb Bezpieczeństwa, być wiezionymi milicyjną nyską i przesłuchiwanymi na komisariacie. Dlaczego?

Obawiałem się, że trudno będzie zebrać ekipę. Ale gdy koledzy i koleżanki dowiedzieli się, że nie będzie to pisemny sprawdzian, tylko pewnego rodzaju „gra na żywo”, ze skompletowaniem grupy zawodników nie było problemu. Doszliśmy do wniosku, że historia w takiej postaci może być niesamowitym przeżyciem.

Uczestnicy stali się członkami Solidarności Walczącej i otrzymali wiele zadań do wykonania. By otrzymać informację o miejscu pobytu kolejnego łącznika, trzeba było popisać się adekwatną do tematu wiedzą. Obowiązywały też zasady ścisłej konspiracji.

W praktyce różnie z nią bywało. Przez naszą nieostrożność ściągaliśmy na siebie uwagę „esbecji” i pozostałych drużyn. Następnym razem postanowiliśmy być ostrożniejsi. Gdybyśmy naprawdę cofnęli się w czasie, już dawno siedzielibyśmy w więzieniu.

Podczas, gdy reszta oddziału stała na czatach, wyznaczone osoby drukowały nielegalne ulotki. Po podaniu hasła i otrzymaniu odpowiedzi można było wejść do drukarni w prywatnym mieszkaniu.

Poznaliśmy Wrocław z innej strony. Ze strony partyjnych urzędów, podziemnych drukarni, siedzib SB, miejsc, w których można się schronić przed pościgiem. Bycie w SW w tamtych czasach mogłoby być dla nas przygodą z dużą dawką adrenaliny. Choć, oczywiście, na dłuższą metę bardzo męczącą. Sami roznosiliśmy przecież bibułę z hasłem „Precz z komuną”.

Była to wspaniała lekcja historii. Na pewno nauczyła wielu uczestników więcej niż suche szkolne zajęcia. Nie tylko o przeszłości naszego państwa, ale także pozwoliła dostrzec i uszanować wolność i prawdziwą niepodległość.

Jak się mają takie „podchody” do realiów lat osiemdziesiątych?
Ciężko to porównać. Nie tylko strach przed internowaniem, ale też trudność w komunikacji. Wtedy telefony, maile i SMS - y z oczywistych względów nie wchodziły w grę. A trudno przekazać coś ważnego na odległość nie krzycząc i nie gestykulując. Trudno w ogóle porozumiewać się tak, by czujne oczy i uszy Służb Bezpieczeństwa tego nie dostrzegły.
Każdy z uczestników mógł po zakończeniu gry uścisnąć dłoń legendarnego twórcy Solidarności Walczącej Kornela Morawieckiego. Teraz wszyscy mają nadzieję, że nie był to jedyny taki konkurs. Przecież ktoś musi dostarczyć tranzystory do Radia Solidarności Walczącej!

Autor: Piotr Adamski